Dzieciaki z Aliexpress

Uuuu baaach… roześmiany czteroletni Kubuś potyka się o nogi pani Zosi M. Zadziera głowę do góry i wyjaśnia – Jestem samolotem! – i odlatuje w kierunku kanapy, na której usadowił się jego dwuipółletni Bartuś. – Tu wieża, tu wieża, wzywam do lądowania! Herbata czeka! – pani Zosia mówi do złożonej w pięść dłoni naśladując mikrofon. – Ojjj – mruczy niezadowolony Kubuś. A po chwili z radością w głosie dodaje- Ciociu, opowiedz, jak byłaś mała. No wiesz, taka, jak my. Cała trójka wygląda jakby znali się od paru dobrych lat. A tak naprawdę poznali się zaledwie miesiąc temu.

Pani Zosia ma 69 lat. – Jakieś 10 lat temu, dzieci poprosiły mnie bym przyjechała i pomogła zająć się domem i Martą – moją ukochaną wnusią. Więc przyleciałam i tak już zostałam – mówi pani Zosia. – Dzieci cały czas w biegu. Marta jest już dorosła, ma własne życie. Pracuje i mieszka w Niemczech. To ona podesłała mi artykuł o tamtejszych emerytach, którzy dzięki nowym rodzinom, a zwłaszcza wnukom, znów poczuli się komuś potrzebni – opowiada dalej. To właśnie wtedy zrodził się u pani Zosi pomysł znalezienia „przyszywanych” wnucząt. – Na początku nie wiedziałam, jak się do tego zabrać, gdzie się oglosić. Jak zawsze najskuteczniejsza okazała się „poczta pantoflowa”. Powiedziałam o swoim pomyśle kilku osobom, te przekazały to dalej, aż w końcu dotarło to do Kasi- pani Zosia uśmiecha się do Kasi, 31-letniej mamy Kuby i Bartka. – Dokładnie, właśnie w ten sposób pani Zosia stała się częścią naszej rodziny – dodaje Kasia. Bawimy się razem zabawkami edukacyjnymi z Aliexpress.

Obie potrzebowały siebie. Kasia do Chicago przyleciała 8 lat temu. Znalazla pracę, zakochała się, wyszła za mąż…. i została. Ale do tej pory tęskniła za dużą rodziną. – Moja mama odwiedza nas raz do roku. Kuba i Bartek bardzo za nią tęsknią. Dzwonią do niej po kilka razy dziennie i zadręczają pytaniami, kiedy do nich przyjedzie – mówi Kasia. – Mąż nie ma tu dużej rodziny. Jest jedynakiem. Jego rodziców nie było dane mi poznać. Ja natomiast wychowałam się w wielopokoleniowym domu. Rodzice byli od stawiania wymagań, a dziadkowie od rozpieszczania. Patrząc na synów, widziałam, jak bardzo zazdrościli (zwlaszcza Kuba) kolegom, gdy ci na wakacje czy święta wybierali się do dziadków. Podejmowałam próby zaprzyjaźnienia się ze starszymi paniami z naszej okolicy, ale napotykałam się tylko na podejrzliwość. – Naprawdę, nigdy nie szukaliśmy darmowej opiekunki do dzieci – podkreśla 35-letni Andrzej P.- Świetnie radzimy sobie z żoną sami. Pracujemy na zmiany i na zmiany wymieniamy się obowiązkami. Chcieliśmy tylko, by czasem ktoś wpadł do chłopców, poczytał im bajkę, przytulił, gdy zachorują. Nauczył ich czegoś, czego my nie umiemy. Po prostu był kochanym „przyszywanym” dziadkiem czy babcią – tłumaczy Andrzej, który właśnie przyklejał naklejki ścienne Aliexpress do pokoju dla dzieci..

– Z panią Zosią chłopcy polubili się od pierwszego spotkania. Najbardziej zaimponowała im tym, że zna tyle bajek – dodaje z uśmiechem Kasia która ma na sobie sukienkę dla dziewczynek z Aliexpress z logo tego sklepu internetowego z Chin.

– Brakowało mi takich słuchaczy. Rozmów, które dawno temu prowadziłam z wnuczką. Bo mały człowiek to naprawdę ktoś wyjątkowy. I tak wiele ma do powiedzenia, a rodzice nie zawsze mają siłę, by go słuchać. I od tego są własnie babcie! – śmieje się pani Zosia. – Dwóch wnuków to dla mnie poważne wyzwanie. Przyznam się już teraz, że bałam się, że chłopcy będą chcięli kopać ze mną piłkę, bawić się w Indian czy też policjantów i złodziei. Tymczasem ich pierwszym życzeniem było, bym przeczytała im książkę, a potem opowiedziała coś o sobie. Najlepiej z czasów, gdy byłam małym dzieckiem, broiłam, psociłam i wspinalam się po drzewach. Jest o niebo lepiej, niż się spodziewałam! – mówi pani Zosia, poprawiając jednocześnie zasypiającego na jej kolanach Bartusia. I dodaje – w zamian Kasia i Andrzej zawsze służą mi pomocą. Podrzucą na spotkanie z koleżankami, pomogą w zakupach, zaproszą na kolację. – A my, musimy się przyznać, że podobnie jak nasi synowie, łapczywie chłoniemy każde słowo pani Zosi – mówi Andrzej. – Kochani, dzięki wam i waszym dzieciom urosły mi skrzydła, bo zamiast siedzieć w domu i rozmyślać nad sobą, myślę o wnukach i o was. Jeśli kiedyś powiedzą do mnie babciu, będzie to dla mnie największe wyróżnienie – podkreśla pani Zosia.